9 sposobów, jak dożyć do Wigilii

yamaha

Od kilku tygodni użytkownicy jednośladów wspinają się na wyższą półkę motocyklowego wtajemniczenia. A właściwie inaczej. Ci, którzy do tej pory nie mieli zbyt wiele wspólnego z dwoma kołami mają okazję, aby mieć owego wspólnego więcej. Mam na myśli oczywiście zmianę przepisów, które umożliwiają poruszanie się jednośladem o pojemności do 125 centymetrów sześciennych BEZ prawa jazdy kategorii A. Wystarczy zwykłe prawko kategorii B (czyli takie, które umożliwia prowadzenie samochodu) i już. Pod warunkiem, że takie prawo jazdy nosicie w kieszeni przynajmniej 3 lata. Jest jeszcze kilka ograniczeń, miedzy innymi maksymalna moc motocykla albo stosunek mocy do masy własnej. Ale to są drobiazgi, a prawdziwi motocykliści o drobiazgach nie rozmawiają.

Sejm zdecydował, że ustawa obejmuje nie tylko pojazdy z automatyczna skrzynią biegów, ale także te ze skrzynia manualną. W skrócie i w dużym uproszczeniu oznacza to, że mamy teraz zdecydowanie większy wybór, bo możemy przyjrzeć się także ofercie motocykli, a nie wyłącznie większych skuterów. Stwarza to znacznie więcej możliwości wyboru jednośladu, ale…. niesie za sobą także sporo zagrożeń, bo – jak każdy zapewne wie – w motocyklu nie ma drążka i zmiana przełożeń odbywa się w zupełnie inny sposób, którego po prostu trzeba się nauczyć. Prowadzimy zatem  (i będziemy prowadzić,  jeśli za tydzień nie spadnie śnieg), walkę z nowym sprzętem, który trzeba ujarzmić w sposób najbardziej bezpieczny z możliwych.

Jak nie dać się zabić przed Wigilą?

1. Jeśli nigdy nie mieliście pod sobą motocykla z manualną skrzynią biegów, znajdźcie miejsce, w którym, bez stwarzania zagrożenia dla innych, będziecie mogli przygotować się do wyjazdu na ulice. Opuszczony parking, boisko szkolne (jeśli Was z niego nie wygonią) albo placyk manewrowy to idealne lokalizacje, w których bez ryzyka wjechania pod 15-tonowego TIRa wyszlifujecie swoje umiejętności. Nie próbujcie ruszać do centrum miasta zakładając, że krótkie szkolenie obejrzane na YouTube zrobi z Was mistrzów kierownicy.

2. Jeśli nigdy nie próbowaliście jazdy na ŻADNYM jednośladzie, wróćcie do punktu nr 1 i dołóżcie do tego jeszcze kilka innych elementów. Kluczowym elementem zapewniającym Wam bezpieczeństwo jest wyczucie sprzętu. Nawet, jeśli jest to tylko mały skuter o pojemności 50 centymetrów sześciennych, musicie wiedzieć, gdzie są granice. Ustawcie słupki albo jakiekolwiek inne przedmioty, które będą udawać prawdziwe przeszkody. Pamiętajcie, że im wolniej się poruszacie, tym mniej stabilny jest jednoślad. A ponieważ w mieście zazwyczaj poruszacie się w ślimaczym tempie, wyczucie balansu jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie musicie zdobyć. Inaczej będziecie mieli na plecach wściekłych kierowców samochodów, którym urwaliście lusterka albo zarysowaliście drzwi, woskowane pieczołowicie przez cały weekend. Taki kierowca z wypucowanymi drzwiami jest czasem bardziej niebezpieczny niż 15-tonowy TIR.

3. Postarajcie się wyczuć granice hamowania. Zaciśnięcie rękawiczki na klamce hamulca i zamknięcie oczu nie jest dobrym wyjściem. Zazwyczaj kończy się spektakularnym potrójnym Rittbergerem po którym następuje, w zależności od sytuacji,  salto w przód, w tył albo długi slajd. Może oceny za wartość techniczną układu będą wysokie,  ale nie zrekompensują kosztów i nie złożą złamanej nogi – w najlepszym przypadku.

4. Skoro już jesteśmy przy hamowaniu, wbijcie sobie do głowy, że dwa koła trzymają się asfaltu zdecydowanie gorzej, niż cztery. Oznacza to, że musicie dokładnie przyglądać się nawierzchni i błyskawicznie oceniać, czy rzeczywiście jest to idealne miejsce do zatrzymania skutera albo motocykla. Plamy oleju, piasek, albo ziemia naniesiona przez wjeżdżające z budowy pojazdy, to Wasi śmiertelni wrogowie. Szczególnie, jeśli znajdą się w najmniej odpowiednim miejscu, czyli na zakręcie. Albo w jeszcze mniej odpowiednim, czyli na SZYBKIM zakręcie.

5. Wciąż hamujemy. Tyłem czy przodem, oto jest pytanie… Kiedy używacie przedniego hamulca, środek ciężkości motocykla i motocyklisty, branych pod uwagę jako jedno ciało, przesuwa się do przodu. Tak ktoś to kiedyś wymyślił i nic się z tym nie da zrobić. W skrócie oznacza to, że przednia opona musi utrzymać w pionie lub pochyleniu zdecydowanie większy ciężar, niż tylna, która w tym samym momencie jest mocno odciążona. Idąc dalej za naukową myślą, dochodzimy do prostego wniosku – przednia opona może po prostu powiedzieć NIE. Szczególnie często obraża się na Was, kiedy obarczacie ją tak ciężką robotą w zakręcie. A jeśli do tego jest to zakręt, na którym, zgodnie z punktem nr 4, ktoś przed chwilą zgubił worek z piaskiem, sprawa jest zamknięta. Znów Rittberger.  Tył? Tu sytuacja wygląda odwrotnie. Łopatologicznie, hamowanie tyłem można porównać do sytuacji, w której ktoś łapie Was za bagażnik i ciągnie do tyłu.  Mniejszy nacisk na asfalt, zatem zazwyczaj także mniejsza skuteczność. Dlatego warto potrenować na zamkniętym placu i wyczuć, w jakich proporcjach i w jakich sytuacjach używamy hamulców. Podsumowując – hamowanie to trudna sztuka, której opanowanie może uratować Wasz żywot. Drugi wniosek – kiedy przyczepność straci tylna opona, macie zdecydowanie większe szansę na  utrzymanie się w pionie. Jeśli będzie to przód – w większości przypadków będzie za późno, aby pomyśleć, komu oddać kolekcję płyt.

6. Myśl do przodu. Dużo do przodu. Ta zasada określana jest – w zależności od określającego – zasadą 10, 12 albo 15 sekund. My nazwiemy ja zasadą kilkunastu sekund, żeby zadowolić wszystkich, którzy wymyślili poprzednie nazwy. No, może z wyjątkiem tego, który obstawał przy dziesiątce. W mieście czyha na dwukołowców cala masa niebezpieczeństw, z których nie zdajecie sobie sprawy. Dlatego właśnie musicie wyprzedzać fakty. Jeśli kilkaset metrów przed sobą widzicie wielki śmietnik, załóżcie, że zza śmietnika może wyjechać bez żadnego ostrzeżenia śmieciarka. Albo cokolwiek innego. Z podporządkowanej ulicy może wypaść na Wasz pas gadający przez komórkę osobnik, który akurat prowadzi ożywioną dyskusję z małżonką. I wielokrotnie nie zrobi tego dlatego, że jest większy i ma gdzieś nadjeżdżającego motocyklistę, ale dlatego, że Was nie zauważy. Nie wychodźcie z założenia, że to przecież WY MACIE PIERWSZEŃSTWO, bo adnotacja na nagrobku „zginął nie ze swojej winy” jest kiepskim pocieszeniem.

7. Pamiętajcie, że w stosunku do kierowców samochodów jesteście równoprawnymi użytkownikami dróg publicznych. Nie silcie się na bezsensowną uprzejmość i nie przytulajcie się ze spuszczoną głową do krawężnika, robiąc miejsce tym, którzy wygodnie siedzą na podgrzewanym fotelu w swoim samochodzie. Jeśli decydujecie się wyjechać w miasto, używajcie pasa ruchu tak, jak wszyscy inni. Jeśli będziecie poruszać się na krawędzi pasa, dacie sygnał kierowcom z czterema kołami na wyposażeniu. Sygnał, mówiący „wepchnij się”. A w sytuacji, kiedy kierowca samochodu będzie musiał wykonać gwałtowny manewr, nie będzie pamiętał, że jesteście obok i bez żadnych skrupułów wystrzeli Was z siodła.

8. Nie oszczędzajcie na elementach wyposażenia, które mogą uratować Wasze życie albo zdrowie. Być może w przypadku pojazdów o pojemności do 125 centymetrów przesadą byłoby wbijanie się w skórzany kombinezon, kiedy żona wyśle Was po jajka, ale nie możecie zapomnieć o tym, że motocyklista, który rozstanie się wbrew swojej woli z siodełkiem, nie ma pasów, poduszek powietrznych i innych czterokołowych gadżetów. Całkowite minimum to dobre rękawiczki i kask. Rękawiczki uratują waszą skórę nawet w przypadku drobnej przygody zakończonej lądowaniem na podwórku. No bo przecież człowiek z natury będzie wystawiał ręce, kiedy nieoczekiwanie postanowi spotkać się z gruntem. A kask? Kask chroni Wasz procesor, twardy dysk i centrum zarządzania resztą ciała. Zapomnijcie więc o garnkach, które za 35 PLN można kupić w serwisach aukcyjnych. Lekarz będzie miał sporo pracy wyjmując z Waszej głowy setkę odłamków, jeśli jeszcze będzie miał je z czego wyciągać. Osobiście nie polecam też otwartych kasków. Spotkanie z pszczołą albo nawet wielką muchą nie należy do przyjemności, kiedy jedziecie z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę. Zarówno dla Was jak i dla muchy. I jeszcze kurtka – najlepiej skórzana. W przypadku lądowania obok Waszego jednośladu, skóra najprawdopodobniej się zetrze, ale nie dopuści do bezpośredniego kontaktu z nieprzyjemną nawierzchnią asfaltu.

9. Bądźcie uprzejmi. Kierowcy w Polsce wciąż nie są przyzwyczajeni do skuterów i motocykli przebijających się przez zatamowane ulice. Kierowca stojący w kilkukilometrowym korku jest wystarczająco wściekły, nie musicie go denerwować jeszcze bardziej. Jeśli ktoś zrobi Wam miejsce, odbije lekko na swoim pasie, dając Wam przestrzeń na przeciśnięcie się pomiędzy lusterkami, kiwnijcie głową albo – jeśli czujecie się wystarczająco pewnie – podnieście rękę. Być może w ten sposób ów kierowca poczuje się trochę lepiej i następnym razem przepuści Was z uśmiechem na twarzy.

Szerokiej, bezpiecznej drogi i bogatego Mikołaja.

AW

czytajinne czytajchallenger czytajcadillac czytajzoe czytajsuzukivitaraczytajpustynia

The following two tabs change content below.

Adam Widomski

Redaktor Naczelny Eurosport Polska. Komentator sportów motorowych.

48 przemyśleń na temat “9 sposobów, jak dożyć do Wigilii”

  1. ~ptyś pisze:

    Pane Vidomsky.Doskonały poradnik.Prosimy o równie doskonały dla cyklistów,bo tam również nie ma drążka,deskorolkowców,bo tam nie ma hamulców,wrotkarzy,bo to jest czteroślad.Błagamy więc o parę mondrych rad,abyśmy mogli dożyć i cieszyć się świętami razem z panem.

  2. ~Senpai pisze:

    Wszystko fajnie po za 7 pkt. Takie przypomnienie z kodeksu drogowego. Kierowca jest zobowiązany jechać maksymalnie prawą stroną jezdni. Także jechanie środkiem pasa szczególnie w sytuacji gdy poruszacie się małopojemnościowym skuterkiem jest przejawem tępoty umysłowej i powodowaniem bezpośredniego zagrożenie na drodze bo zmusza się kierowców do maksymalnego zjeżdżania na lewy pas przy wyprzedzaniu które jest najniebezpieczniejszym manewrem na drodze. I właśnie takie pojazdy często są przyczyną nazywana przez policjantów ” z nie wyjaśnionych przyczyn zjechał na lewy pas”. A przytyki o drzwiach trochę nie trafione, nie wiem jak ty ale ja sobie nie życzę odrapanego lakieru dlatego ze ktoś nie potrafi ocenić czy jest dość miejsca by przejechać czy nie.

    1. ~Przemo pisze:

      A co to jest „maksymalne zjeżdżania na lewy pas przy wyprzedzaniu” ?
      Przy wyprzedzaniu zmieniasz pas ruchu, więc ten na który wjezdzasz musi być wolny. Chyba , ze masz w zwyczaju „minimalnie zjezdzac na lewy pas”, tak aby zmieścić się miedzy wyprzedzanym samochodem a tym jadacym z przeciwka?
      Jesli tak robis, to raczej Ty powodujesz bezposrednie zgrozenie na drodze

      1. ~Senpai pisze:

        Jesli droga jest szeroka to można wyprzedzić rowerzystę czy motorowerzystę praktycznie bez zmieniania pasa chyba ze jedzie on środek albo co się w moich okolicach często zdarza lewą stroną prawego pasa. Ja nie mam na myśli pojazdów które jadą z taką samą prędkością jak samochody ale niejednokrotnie nie mogłem wyprzedzić dziadka na Romecie który jechał 50-60 km/h w miejscu gdzie można jechać 90 bo jechał środkiem pasa ruchu.

      2. ~Kuba pisze:

        Faktycznie może nie środkiem, ale nie przy krawędzi. Tam jest piasek, wilgotne śmieci, liście itp. Na samym środku znów często są strzałki kierunkowe, które też mają gorszą przyczepność niż reszta jezdni. Ja od 7 lat jeżdżę skuterem 250 i naprawdę nikogo nie blokujesz, a 125 przy rozsądnej masie do 80-90 km/h nie jest wiele wolniejsza. Moim zdaniem prawie środek, lekko do prawej strony jest idealny. Reszta wskazówek super. Dla odmiany gdy jadę autem, irytują mnie skuterzyści jeżdżący prawie po krawężniku. Często ich, jak to autor napisał, nie widać.

    2. ~waldy pisze:

      Ty sam jesteś małopojemnościowy, to zasuwa 125/h

  3. ~kitayec pisze:

    Teraz to sobie możecie jęczeć ile wlezie, ustawa w użyciu i tyle. Jeżeli ktoś ma zamiast mózgu, wióry to i na hulajnodze się zabije. To jest najlepsza ustawa jaką wprowadzono w ostatnich latach nowoczesna i europejska. Jeżeli chcesz żyć jeżdząc na jednośladzie to używaj swojego mózgu i pamiętaj to nie Need for Speed tu nie ma respawn oraz game over, jest tylko twoje życie i staraj się, jak się postarasz, tak będziesz miał. Doradztwo typu przeczytałem książkę, to sobie wsadzcie wiecie gdzie. 100 000 słów nie zastąpi 10 minut jazdy, koniec. Kirowca jednośladu na Polskich drogach musi mieć
    1 Oczy wkoło głowy
    2 Totalny brak zaufania do innych kierowców
    3 Przwidywać sytuację na drodze ( chamskie wyprzedzanie, zajeżdzanie drogi,spychanie przez tiry, wymuszanie pierszeństwa…..)
    4 Obserwować drogę przed sobą (dziury, frezy drogowe , uskoki, pofałdowania, muldy, woda, piasek, olej, przeszkody, liście itp itd.)
    5 Zachowanie opowiedniego dystansu przed, a także obserwacja kto i czym i jak jedzie za tobą.
    6. Dbać o czystość wszystkich lamp i stan techniczny lamp i odblasków (widoczność dla innych kierowców) O hamulcach to nie wspomnę bo to oczywiste.
    7. Zwracać uwagę na stan techniczny opon. Łysa opono nie dopompowana i np. mokra jezdnia rówana się katastrofa.
    8. Używać kamizelek odblaskowych po zmroku no chyba że chcesz być rozjechanym pomidorem to nie musisz.

  4. ~ede pisze:

    Ten artykuł to żart ? Nieciekawy „popis” autora w sprawie wcale ważnej. Jazda motocyklem nie należy do łatwych, ale z tego artykułu („opona powie ci: nie” itp. wymądrzałki), żaden adept motocyklowy nie wyniesie czegoś pożytecznego.

    1. ~krzych pisze:

      Znowu mamrotanie o niczym.
      Niedawno byl podnoszony larum jakie niebezpieczeństwa beda czyhac na tych ,ktorzy sami bedą tankowac LPG na stacjach benzynowych.Jakie to niebezpieczne,grozne,że przeciez niezbedne jest szkolenie etc.
      Teraz znowu,że motocykl,to niebezpieczna machine,że prawo jazdy jest koniecznośćią itd.
      Jak ktoś jest cep,to powinien mieć zakaz nie tylko jazdy czymkolwiek-nawet rowerem,czy hulajnoga-ale kurs chodzenia po chodnikach,pasach etc

  5. ~andrzej pisze:

    Znów artykol o niczym I bez sensu. Nie mam prawa jazdy na nic a jezdze motorem jak I samochodem a miem wiecej jak ci co zdaja.

  6. ~Aga pisze:

    Posiadam prawo jazdy kategorii B od 22 lat. Zawsze marzyłam o prowadzeniu motoru ale różne sploty okoliczności życiowych mi to uniemożliwiały. Patrzyłam rozmarzonym wzrokiem na motocyklistów którzy wozili nie tylko tyłek ale przede wszystkim duszę. W ubiegłym roku zdecydowałam, teraz albo nigdy i rozpoczęłam jazdę motorynką. Możecie się śmiać ale nabyłam sporej wprawy zwłaszcza przy przerzucaniu biegów i hamowaniu. Potem trenowałam na skuterze równowagę, hamowanie, zakręty. Jako pasażer uczyłam się od męża jak słuchać silnika i całej maszyny. W końcu usiadłam na swój terenowy motor i rozpoczęłam naukę jazdy w terenie. Pierwszy raz wyjechałam na swoim pojeździe na wycieczkę we wrześniu. Było wspaniale ale wiem że sporo się muszę jeszcze nauczyć. Napisałam to wszystko po to aby każdy z początkujących motocyklistów zrozumiał że ważna jest również pokora
    a praktyka nie polega wyłącznie na wycuskaniu z pojazdu ile fabryka dała. Pozdrawiam serdecznie wszystkich motocyklistów. Aga

  7. ~olo pisze:

    kolejny bzdet o motocyklach. wynika z niego ze gowniarz z kat. a na suszarce to guru wtajemniczony ..prawie mesjasz. idz na cmentarz i zobacz ilu tych z kat.a mesjaszy tam lezy.. amen

  8. ~paka100 pisze:

    Z całym szacunkiem dla sejmu, ale ten cały sejm niech zajmuje się sprawami poważnymi i niech nie wymyśla bzdur.! Było kiedyś wiadomo, ma prawo jazdy kat. A, ma prawo poruszać się jedno śladem. I niech tak zostanie, po co jakieś bzdurne innowacje, to jest nikomu niepotrzebne.!

  9. ~Grzegorz pisze:

    Prawda jest taka że w szkole jazdy uczą jedynie prowadzić pojad.
    A nauczyć się dobrze jejeździć musisz sam.
    Jak ktoś jest warchołem i kretynem to kończy na Powązkach.

    1. ~Yulek pisze:

      Wystarczy mieć pecha.

    2. Bardzo przydatne kompendium, mam nadzieję że wielu początkujących je przeczyta.
      A.D. Grzegorza – fakt, tak jest zarówno z samochodem jak i motocyklem. Ostrożność i praktyka to chyba jest najważniejsze.

  10. ~Grzegorz pisze:

    No i co ? A mało to było i jest skuterów z manualną skrzynią ?
    Komar Jawa Ogar.
    A prawo jazdy B robi się na jakiej skrzyni ? I nikt się nie czepia.
    Szczeniaki 16 letnie i młodsze świrują na skuterach i nikt nie robi afery.

  11. ~k pisze:

    Zakup motocykla dla kogoś kto nie jeździł SYSTEMATYCZNIE to wielkie wyzwanie. Ja mając długą przerwę PODSTAWY bezpieczeństwa opanowywałem przez dwa lata. Nie zgadzam się z uprawnieniami na 125 wylobbowanymi w sejmie, ale jest jak jest. Artykułów uprzedzających o zagrożeniach jest potrzebnych dużo więcej. Warto poczytać książki (np. „Motocyklista doskonały”. No i najważniejsze – przede wszystkim utrzymywać odpowiedni odstęp od pojazdu poprzedzającego, w przeciwieństwie do polskiej praktyki, w której na autostradzie jadą 15 od siebie przy 140 km/h lub po wyprzedzaniu zajeżdżają drogę zjeżdżając na prawy pas 50m przed wyprzedzonym. (nie wiem dlaczego, ale takich potencjalnych zabójców jest w Polsce najwięcej w Europie).

    1. ~f pisze:

      jak zamierzasz zapier… to rzeczywiście trzeba się długo uczyć. Jeśli jednak zamierzasz się zwyczajnie przemieszczać bez brawury, to niewiele się to różni od jazdy na rowerze. Ostatnio w Turcji jeździłem skuterem o stosunkowo dużej mocy (rozwijał bez problemu 120/h) i żadnego problemu z poruszaniem się po mieście i za miastem nie miałem. Nikt na mnie nie trąbił, nie obaliłem się itp. Więc nie wiem o co to halo.

  12. ~muka pisze:

    co to ma być? to nie jest normalne. Jak ktoś dostaje za to pieniądze to koniec…. nie ma dla nas szans.

    1. ~Adam Widomski pisze:

      Tzn? ;)

  13. ~ja pisze:

    Kilka z tych punktów powinno dostać tytuł, jak zabić się przed wigilią.
    Przy małej przyczepności w złożeniu, hamowanie tyłem zawsze spowoduje szybszą utratę przyczepności i w najlepszym przypadku lowside. Prowadzenie motocykla nie jest jakąś tajemną sztuką, powiedział bym, że nie jest nawet znacząco trudniejsze od jazdy rowerem, wymaga jedynie myślenia, a tego niestety na żadnym kursie nie nauczą. Swoją drogą wole na drodze spotkać na motocyklu 125cc kogoś kto ma prawo jazdy kategorii B, a co za tym idzie zna przepis ruchu drogowego, niż kierowce motoroweru 50cc, który uzyskał uprawnienia do prowadzenia pojazdu tylko z powodu ukończenia 18 roku życia. Tak wiem, że ostatnio te przepisy się zmieniły, ale „nabytych” uprawnień nie odebrano.

    1. ~Adam Widomski pisze:

      No to akurat prawda. Zdecydowanie lepiej to teraz wygląda, jeszcze niedawno nawet moja teściowa, która nigdy nie prowadziła samochodu ano niczegokolwiek innego, co ma silnik, mogła wskoczyć na 50-tke i ruszyć w miasto, nie rozróżniając czerwonego od zielonego…

  14. ~Dj pisze:

    Dodam od siebie hamowanie w zakręcie, musisz wyprostować do pionu motocykl jak chcesz hamować w zakręcie, inaczej masz 90% poślizg i glebę. Jak jedziesz za autem zachowaj na prawdę dużą odległość, bo nie wiesz co kierowca będzie robić, często jest hamowanie auta nagłe i skręt, kierunkowskaz w ostatniej chwili, kierunkowskaz w złą stronę.
    Jak hamujesz awaryjnie ręce i barki zaparte motocykl wyprostowany najpierw przód potem szybko dołączasz tył na granicy poślizgu, nogi uda mocno obejmują bak. Jazda w grupie wymaga jazdy na szachownicę czyli nie jeden za drugim, tylko tak aby każdy miał czas na reakcję.
    Dojeżdzając do zakrętu myśl o tym co może być za nim, czyli zepsute auto na awaryjnych, dzieci z piłką, pies, krowa, wolny traktor, przyczepa, tir wymieniający koło. Wyprzedzając uważaj na boczny wiatr i ciąg od aut, zwłaszcza ciężarówki, możesz stracić równowagę, jadąc przy silnym wietrze zmniejsz prędkość, aby nie rzucało motocyklem. LWG !

    1. ~666 pisze:

      100% racji. Wreszcie ktoś, kto zna się na rzeczy…

    2. ~a pisze:

      Jakie hamowanie w zakręcie, prostowanie motocykla? Wiesz w ogóle o czym piszesz? Najgłupszy wpis jaki czytałem… W zakręcie, jak widzisz że się nie mieścisz, to dodajesz gazu i pogłębiasz pochylenie motocykla. Tylko w ten sposób skręcisz (tak, motocykl skręca jak jest pochylony) – postawienie do pionu spowoduje że pojedziesz na wprost. Nie dodanie gazu spowoduje że się wyjebiesz (brak siły odśrodkowej). Jak macie się uczyć takich „mądrości” to lepiej pozostańcie na rowerach, dla waszego bezpieczeństwa. Popieram gościa który pisze żeby ćwiczyć. Jak chcecie jeździć bezpiecznie, wykupcie też sobie jednodniowe doskonalenie techniki – koszt niewielki, a nabyta wiedza na pewno uratuje wam dupę w sytuacji podbramkowej. Przyczepności!

  15. ~666 pisze:

    Panowie i Panie – nim zaczniecie jeździć polecam poczytać książki z serii „motocyklista doskonały” autorstwa David L. Hough. Chcecie jeździć bezpiecznie na moto – polecam książki tego gościa + mnóstwo czasu na ćwiczenia motorem na pustym placu. Gwarantuje, że sami nauczycie się jeździć lepiej niż was nauczy 99% „szkółek” jazdy w tym kraju. A wszystkim chcącym zacząć przygodę z moto polecam NIE CZYTAĆ tu komentarzy – pisanie, że hamowanie tyłem jest BEZPIECZNIEJSZE niż przodem powinno podlegać od razu KARZE!!! Ludzie, co za DEBIL i MATOŁ wypisuje tak karygodne bzdury!!!!! Kłaniają się podstawowe prawa Fizyki!!!!!!!!!

    1. ~Adam Widomski pisze:

      Książka rzeczywiście doskonała. Wcelę nie piszę, że hamowanie tyłem jest bezpieczniejsze, pisze natomiast, że należy znaleźć proporcje i wyczucie. Proszę się dokładnie wczytać ;)

      1. ~666 pisze:

        Zawsze hamuje się przodem – hamulec tylny jest tylko wspomagający i uzywa się go tylko jako wspomagający (np. awaryjne hamowanie), ewentualnie jak dotaczasz się do świateł to dla bajeru można pohamować hamulcem nożnym (w moto tylnym). W zakręcie NIE HAMUJEMY w zasadzie nigdy – w zakręcie pochylamy się i dodajemy gazu, aby zwiększyć przyczepność i pokonać zakręt ciaśniej i szybciej. Oczywiście w zakręt nalezy wejść z odpowiednią prędkością, aby można w nim jeszcze przyśpieszyć. Czysta fizyka nic więcej.

        1. ~Adam Widomski pisze:

          Teoretycznie się zgadza. Tylko my mówimy przede wszystkim o ślimaczej jeździe w mieście, gdzie spokojnie można – a nawet należy – wspomagac się tylnym hamulcem. Poza tym – a widzę, że masz pojęcie o jeździe na motocyklu – sam wiesz na pewno, że przedni hamulec + piasek + nie daj Boże zakręt oznacza w przypadku mało doświadczonego użytkownika, natychmiastową glebę. Dletego nie pisze o tym, że należy używać przede wszystkim tylnego hamulca, bo to byłaby bzdura. Pisze, że należy znaleźć odpowidnie proporcje i wyczyć sprzęt.

          1. ~666 pisze:

            Tak, tylko zauważ, że mając skuter/motor 125 ccm nie będzie to już ślimacza jazda. Nie oszukujmy się – nikt nie kupuje moto z silnikiem 125 ccm, aby jeździć 40-50 km/h (dobrze wiesz, że jazda z taką prędkością w mieście jest bardzo niebezpieczna ze względu na to, że KAZDY Cię wyprzedza). Dlatego uważam, że każdy, kto myśli lub już posiada 125 ccm powinien od razu wyrabiać sobie nawyki bycia dobrym motocyklistą. Powiem Ci w ten sposób – ja swoją przygodę z moto zacząłem (i na razie pozostaję) z Suzuki RG80. To moto z silnikiem 79 ccm 2t. Niby nic, ale prawie 15 KM pozwala na dobicie do 115-120 km/h. A nim zaczęłem nim jeździć, to najpierw studiowałem książkę Motocyklista Doskonały i jednocześnie jeździłem po nieczynnym lotnisku zamieniając teorię z książki w praktykę. Nie jeden raz brałem książkę ze sobą i w przerwach praktycznych ją tam czytałem. Dopiero po dobrym opanowaniu fizyki tego sprzętu (żadnej gleby) zacząłem wypuszczać się na drogi publiczne. Po kilkuset metrach od razu stwierdziłem, że nie można jeździć motorem w mieście przepisowo! (przepisowo – 50 km/h i zgodnie z ograniczeniami). O ile taka jazda samochodem zazwyczaj TYLKO wkurwia tych z tyłu, to w przypadku motoru 90% samochodów Cię wyprzedza – co to oznacza dla motocyklisty to nie radzę się przekonywać. Motem w mieście musisz jeździć minimalnie szybciej od większości aut, inaczej serce masz na plecach. Dlatego tez nie wiem, jaki DEBIL w rządzie ustanowił przepis, że skuter do 50 ccm ma mieć prędkość max 45 km/h (to się tyczy motorowerów, tak?) – to, w polskich warunkach, wielokrotne zwiększanie ryzyka dla kierowców takich pojazdów. Kolejny temat, który poruszyłeś – ubiór…
            Masz rację – jak ktoś jedzie po zakupy do sklepu osiedlowego po osiedlowych drogach to styka kask, ale gdy jeździ po mieście (zwłasza dużym) lub w trasy, to PEŁEN strój, moim zdaniem, jest obowiązkowy. Kask – tylko integralny z ochroną szczęki. Reszta stroju także musi być pełna – kombinezon, rękawice i buty (koniecznie ze wzmocnieniami, zółw na plecy). Mimo, że poruszam się z prędkościami do max 105 km/h, w trasy i na dłuższe wycieczki po mieście zawsze zakładam pełen strój (kask integral, kurtka i spodnie, buty, rękawice). Po pierwsze – bezpieczeństwo najważniejsze, po drugie – ktoś, kto widzi Cię w takim stroju od razu wie, że ma do czynienia z doświadczonym i odpowiedzialnym motocyklistą, nie zaś z gówniarzem w t-shircie i jeansach który udaje motocyklistę. Wyglądasz poważnie – jesteś traktowany poważnie, tyle w temacie. Co do samej ustawy to uważam, że to dobry krok. Następnym moim motorem na pewno będzie też ścigacz ale 125 ccm 2t (i na pewno odblokowany do pełnej mocy fabrycznej 30-40 KM, tak, wiem, to nielegalne, ale co tam :-) )

          2. ~666 pisze:

            PS. A rowerem naprawdę dobrze nauczyłem się jeździć dopiero jak nauczyłem się jeździć motorem… :-) Gdzie kiedyś bym pomyślał, aby dodać gazu w zakręcie, albo pochylać rower techniką przeciwskrętu… :-) To taki mały offtop dla tych, co uważają, że jazda na rowerze to to samo co na moto…

  16. ~Łukasz pisze:

    Ha… w jednej ze szkół nauki jazdy na pytanie „czy można u państwa wykupić kilka godzin żeby potrenować przed kupnem 125cc” dostałem info, że mogę sobie wykupić ale cały kurs na „A”. W innej szkole w ogóle nie chcieli rozmawiać – „my nie douczamy, my prowadzimy kursy”. WTF? Człowiek chce potrenować, a nie może :(

  17. ~Ania pisze:

    Problem z niektórymi kobietami polega na tym, że .. http://www.almoc.pl/img.php?id=2290

  18. ~tom pisze:

    Nie jestem motocyklista, ale duzo i chetnie jezdze na rowerze, w tym sporo po miescie. Jezdze szybko, wiec czesto mam tez powody do mniej czy bardziej awaryjnego hamowania – i nijak nie moge sie zgodzic z zalecanym tu uzywaniem hamulca tylnego jako zasadniczego.

    Ryzyko poslizgu przy silnym hamowaniu – duzo wieksze przy hamowaniu tylem.
    Moc hamowania – znacznie mniejsza przy hamowaniu tylem.
    Ogolnie – nacisniecie klamki do oporu i zamkniecie oczu nigdy nie jest dobrym pomyslem. Przy przednim uroczo przelatujemy przez kierownice, przy tylnym – rownie uroczo zdzieramy opone i ladujemy na boku.

    Od tego sa dwa hamulce, by korzystac z obu. Blokowanie zadnego z kol nie jest dobrym pomyslem, wiec z wyczuciem – tego trzeba sie nauczyc – tylnym zwalniamy, ale zatrzymujemy sie przednim. Przy ostrzejszym hamowaniu balansujemy cialem, zsuwamy sie do tylu i w miare mozliwosci obnizamy. Tym niemniej, do jak najszybszego zatrzymania sie dowolnym pojazdem – bez znaczenia, czy jest to rower, motocykl czy samochod – uzywa sie hamulcow przednich.

  19. ~karpik pisze:

    Dodam jeszcze dwie największe wpadki. 1) Jadąc za blisko krawędzi, rów, krzaki i za chwilę skarpa kolejowa w dół, żona „zawierciła się” siedząc z tyłu. Patrzę, moto w przechyle, jestem już nad rowem, nie ma czego się łapać – powietrza? I cud jakiś, zawierciła się drugi raz i wrócilismy na tor jazdy – wniosek, nigdy zbyt blisko krawędzi. 2) Minimalna górkana minimalnym zakręcie, ciągle zapominam o tym miejscu. Następuje „wyrzut” i za góreczką z trudem zachowuję lub nie, swój pas ruchu. Tylko, że tym razem jechał samochód, nawet nie pamiętam czy dotknąłem hamulca. Udało się zmieścić, 125 ka zwalnia dosyć skutecznie na puszczonym gazie, czasem wystarczy. Pzdr.

  20. ~karpik pisze:

    Cześć. Autor artykułu o jeździe na 125 – kach, ma rację, ale za słabo podkreśla dbałość o bezpieczeństwo jazdy. Motocyklista ma bardzo wąski margines bezpieczeństwa, a im większa pedkość, tym gorzej. Nie będę się wymądrzał, dodam tylko: 1) Wjeżdżamy w zakręty z taką prędkością która pozwoli zatrzymać jednoślad w zakresie widzialnym drogi, inaczej można lądować pod pojazdem jadącym z przeciwka. 2) przygotowanie do jazdy motocyklem trwa o wiele dłużej niż samochodem. 3) Konieczność przewidywania zdarzeń powoduje, że jazda wcale nie jest przyjemna, płynna, zachowywanie większej odległości, uciążliwe zmiany biegów dźwignią nożną + utrzymanie równowagi. 4) Motorynkę – skuter możemy szybciej i sprawniej opuścić ponieważ jest przestrzeń między kierownicą a siodełkiem. 5) Wsiadając na jednoślad troski zostawiamy w domu, pozostaje absolutne wyciszenie i skupienie organizmu, i bez szarży – od czego często zabepieczja Nas 125 ki. Powodzenia.

  21. ~Marek pisze:

    Po co dramatyzować? Każdy jeździł rowerem, więc utrzymuje równowagę i wie jak się kończy hamowanie hamulcem przednim. I wielu próbowało jazdy motorowerem, więc też zmiana biegów jest im nieobca. Mnie nikt nie uczył – jeszcze jako dziecko przyglądałem się motocyklistom, jak to robią. Problemem może być poślizg. Sam kiedyś rowerem wpadłem w pułapkę „czarnego asfaltu” w zimie…
    Pozdrawiam

    1. ~666 pisze:

      A którym, według ciebie, hamulcem się hamuje w motocyklu??

  22. ~Jacek pisze:

    Czytałem już podobny artykuł w jednym z czasopism motoryzacyjnych. Może autor ten sam, bo po przeczytaniu wtedy jak i teraz odechciało mi się kupowania motocykla. Wszędzie niebezpieczeństwo, które albo sam zlekceważę i nie przeżyję, albo ktoś nie zauważy i będzie podobnie. Lepiej nie kusić losu. Świąt jest sporo i chciałby jeszcze z kilku skorzystać… o własnych siłach.

    1. ~Rowerzysta pisze:

      Jak chcesz zobaczyć jak to faktycznie jest to proponuję pojeździć trochę w ruchu miejskim rowerkiem. Prędkości mniejsze ale poza tym wszystko tak jak na motorze czyli te same zasady hamowania, oceniania przeszkód, ochrony ciała itp. Jest też okazja przekonać się jak kierowcy samochodów traktują jednoślady. Jakiekolwiek. W ogóle, to skoro weszła taka opcja, że można na prawie kat. „B” jeździć motorem to powinni też zmodyfikować plan kursu na prawo jazdy i wprowadzić 10 godzin jazdy rowerem w ruchu miejskim. Raz, że przyszli kierowcy nabiorą praktyki w jeździe jednośladem, a dwa, że nauczą się jak istotne jest przestrzeganie przepisów, myślenie i kultura na drodze.

      1. ~Jurek pisze:

        Ach… Ci wiecznie biedni rowerzyści. Tak mi Was żal strasznie. Anioły polskich dróg niedoceniane. Bez światełek, niewidoczni w deszczu i mgle, jadący wieczorami po trzypasmowej ulicy na której jest ograniczenie do 70 km/h bez żadnej kamizeleczki odblaskowej, bez lampeczki najskromniejszej, w ciemnych gaciach i czarnej kurteczce jedynie, biedactwa… a dziesiątki aut hamuje rozpaczliwie i w popłochu zmienia pas ruchu – bo oto cudowne dziecko dwóch pedałów sobie jedzie! Znają na pamięć wszystkie swoje prawa i przywileje, żądają SPECJALNEGO traktowania, choć jednocześnie mówią, że są TAKIMI SAMYMI UCZESTNIKAMI RUCHU. Przejeżdżający na czerwonym świetle, niezależnie od tego, czy jadą akurat na czerwonym dla samochodów, czy dla pieszych. Mknący z szumem opon po jezdni, chodniku, trawniku – jak im akurat wygodniej. Nie mający żadnych obowiązków, a jedynie prawa – CYKLIŚCI. Najbardziej roszczeniowa grupa ekoterrorystów w Polsce.

      2. ~666 pisze:

        Jeśli dla Ciebie jazda rowerem po drodze jest JEDNOZNACZNA z jazdą na motocyklu to weź skończ sie kompromitować! Otóż powiem Ci, że jazda na rowerze NIE jest kompletnie taka sama. Człowieku, o czym ty piszesz???? Ile wazy rower, ile waży motor??? Jaką prędkość osiąga moto, jaką rower??? Jeździsz rowerem po drogach?? Jesteś samobójcą??? Podstawowa zasada – środek lokomocji, którym jedziesz, musi mieć przyśpieszenie i prędkość max taką, jak wszyscy inni, inaczej jesteś notorycznie wyprzedzany a to jest NAJNIEBEZPIECZNIEJSZE!

  23. ~Jedrzej pisze:

    Bardzo ładny i rzeczowy wpis… mam tylko nadzieję, że przeczyta to jak najwięcej osób, spory zaś odsetek czytających weźmie sobie te rady do serca. Ja – co prawda – preferuję motocykle nieco większe… ale poważnie zastanawiam się nad zakupem „do miasta” takiego 125-cio centymetrowego bzyczka – bo małe, zgrabne i ma wystarczające do poruszania się po mieście parametry. Szkoda tylko, że producenci nas nie rozpieszczają, i ciężko znaleźć coś, co wyglądając jak motocykl (nie skuter) oferowałoby jednocześnie automatyczną skrzynię biegów. Tak, wiem! – Prawdziwy twardziel nie używa automatu! Prawdziwy twardziel miesza lewarkiem, podczas wysprzęglania nie zdejmuje nogi z gazu i uwielbia „pełną kontrolę” nad maszyną, jaką zapewnia TYLKO I WYŁĄCZNIE manualna skrzynia biegów. Prawdziwy twardziel i kierowca sportowy automatów nienawidzi i gardzi nimi – choć w automacie nigdy nie siedział, bo go nie stać ;-) No, ale zapewniam, że w przypadku jazdy miejskiej skrzynia automatyczna to prawdziwe błogosławieństwo i niesamowita wygoda: niezależnie od ilości kółek, na której skrzynia ta, wraz z resztą zamontowana została. Więc – raz jeszcze powtórzę: żal, że oferta pojazdów „wyglądających jak motocykl” ale z automatem jest tak uboga.
    Raz jeszcze serdecznie gratuluję Autorowi dobrej roboty, świetnego pióra i otwartej głowy. Mam wrażenie, że powyższy wpis NAPRAWDĘ pozwoli paru zadufanym w sobie, dumnym posiadaczom „tylko B” dotrwać do świąt… a najpiękniejsza rada, to ta na końcu – i mogę tylko za Autorem artykułu powtórzyć: bądźmy dla siebie uprzejmi na drodze. Niby uprzejmości zmierzyć się nie da, w kodeksie zapisać nie sposób – ale dzięki uprzejmości ruch jest płynniejszy, wszyscy szybciej i bez nerwów docierają do miejsca przeznaczenia, a czas spędzony w korkach (co nieuniknione już w dzisiejszych miastach) nie dłuży się i nie denerwuje tak bardzo :-)

    1. ~w58 pisze:

      Ad pkt 7. Tak równoprawni na drodze ,ale nie slalom jak na stoku górskim , i nie kamikadze na czołowo na długich światłach w korku ,pod prąd , po ciągłej linii , spychając samochody aby jechały poboczami……..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>